Posty

Zdziwko

Hubert poznał Ankę w podstawówce. Ciężko byłoby to jednak nazwać przyjaźnią, czy nawet szczególnie dobrym koleżeństwem - ot, obydwoje lubili matematykę i często zdarzało się, że na różne konkursy jeździli razem, więc siłą rzeczy trochę się poznali. Później wybrali różne gimnazja i na tym kontakt czasowo się urwał. Jednakże kilka lat później, zbiegiem okoliczności, trafili na siebie ponownie w szkole średniej.
- O kurwa, Hubercik? - głos dziewczyny przebił się nieco przez gwar rozpoczęcia roku szkolnego w liceum. 
       Zaskoczony chłopak zaczął się rozglądać, ale już po chwili Ania rzuciła mu się w ramiona, ograniczając skutecznie zakres poszukiwań. Hubert odruchowo objął ją, ale jeszcze chwilę zajęło mu dojście do tego, kto go właśnie rozpoznał. Olśnienie nadeszło, gdy w końcu wyzwolił się uścisków.
- Anka? - zdołał z siebie wydusić, ale już po chwili uśmiechnął się serdecznie - Nie spodziewałem się, że Cię tu zobaczę! - Jak mam być szczera, to nie spodziewałam się, że w ogó…

Jest super.

- Wszystko w porządku? - pytanie padło jakby znikąd, tak nagle i niespodziewanie, jakby słodki szczeniak w jednej chwili postanowił jednak odgryźć komuś nogę. - Co? - wyrwany z zamyślenia Dominik nie zorientował się od razu o co chodzi, ale już po ułamku sekundy automat przejął kontrolę - A, tak, spoko. - chłopak uśmiechnął się. Zagrał wszystko perfekcyjnie, umieszczając w spokojnym przekazie jedynie drobny posmak "zostaw mnie", którego rozmówca być może nawet nie był świadomy, ale kierowany przez własny automat odszedł, z sugestią wzruszenia ramionami, zadowolony z tego, że jego znajomy czuje się dobrze.
Moment później korytarzem nadeszła doktorantka prowadząca ćwiczenia, a studenci w tradycyjny sposób zamilknęli na setną część sekundy, by decybel ciszej kontynuować prowadzone przed momentem rozmowy podczas wchodzenia do sali. Dominik zajął swoje miejsce i wyjął laptopa, by udawać, że będzie notował wszystkie ważne informacje z zajęć. Nie był najlepiej przygotowany, bo tek…

Chyba dzień

Dziś jest jeden z tych dni, nieco surrealistycznych, zdecydowanie odklejonych od szarej codzienności. Budzę się względnie rano, ze spokojną świadomością, że wieczorem nie zasnę i przez większość dnia nic nie zjem. Bywa. Godzinami robię różne rzeczy, żeby zająć czymś ciało, gdy mózg bierze sobie ode mnie wolne i działa raczej na własną rękę. Ciężko nawet powiedzieć, żebym czuł się źle - źle czułem się wczoraj, a dziś jedynie chłodno wszystko przyjmuję, starając się wyglądem odwieść większość ludzi od prób kontaktu. Odpocząć od przyjaciół, od aktywności i od samego siebie. Dziwne bezczucie. O trzeciej czterdzieści przypominam sobie, że w sumie to mam bloga i może coś napiszę, bo jest dopiero trzecia czterdzieści, więc mam jeszcze wciąż jakieś pięć godzin na brak snu. Chwilę wcześniej posnęli współlokatorzy, więc z czystym sumieniem zaglądam do lodówki - nie ma już żadnych oczu, mogę zakończyć popisy w niejedzeniu i nawpierdalać się do jutra. Jednak przekorny los weryfikuje moje …

Pseudonim

Po co mi nauka,
Gdy jestem tylko pseudointeligentem,
W pseudo inteligentnym świecie.

Po co mi iść na przeciw,
Skoro tak wygodnie jest się unosić,
Na fali tłumu.

Po co mi czas,
Kiedy tak uporczywie go marnuję,
Wypuszczając kółka z dymu,
I z każdym oddechem,
Tracąc kawałek siebie.

Po co mi słowa,
Skoro tak beztrosko
Rzygają nimi wszyscy,
Tak że wystarczy się nachylić,
By się znów ubrudzić.

I na co mi to,
Piekło miękkiego materaca,
Skoro już dawno zapomniałem,
Jak zasnąć.

Postwakacyjne powroty

Chciałem coś napisać, uszykowałem prawie stronę, ale nagle stwierdziłem, że mi się to w ogóle nie podoba i wszystko usunąłem. Póki co wrzucam więc tego prawie pustego posta, ale postaram się napisać coś w najbliższym czasie. Mam nadzieję, że ktoś się stęsknił.
Pozdrawiam! Kemot

Lustro

Obraz

Poltergeist

No to ten, prawie wyrabiam normę. Ale za to tym razem może coś dłuższego, bo miałem całkiem przyzwoity sen. I rozmowę z czytelniczką!

W ciemnym pomieszczeniu panowała kompletna cisza. Byłoby to niemożliwe do zaobserwowania dla dowolnego człowieka, bo pokój należał do gatunku takich, które skrzypią każdą deską, gdy tylko ktoś wejdzie. Jednak teraz, jeszcze przez chwilę, trwał niezmącony spokój.        Pomieszczenie było średniej wielkości, kwadratowe i nie znajdowało się w nim nic, prócz kilku równomiernie rozmieszczonych kolumn, mających za zadanie podtrzymywać konstrukcję. Wyglądały jednak dość topornie, jakby ktoś wziął przypadkowe kłody drewna, z trudem podtrzymujące same siebie. Ściany były natomiast mozaiką cegieł, przetykanych przypadkowo rozmieszczonymi deskami, z jednymi, solidnie wyglądającymi drzwiami wykonanymi z dębu. Atmosferę dopełniała snująca się leniwie mgła, rozświetlona delikatnie jakimś nieziemskim światłem, nie posiadającym konkretnego źródła.        Cisza stopniow…