Posty

Scenki z życia 2

Dzień dobry, dobry wieczór, albo nawet dobranoc. Zależy o której to czytasz, proszę sobie wybrać. Niecałe dwa lata temu popełniłem część pierwszą, więc teraz będzie sequel. Dla zainteresowanych zamieszczam link do poprzednika:
Scenki z życia 1

       Nadszedł taki czas w życiu, że ponownie stawiam się na targu i sprzedaję warzywa. Chociaż w rzeczywistości można by powiedzieć, że sprzedaję także marzenia o warzywach, które pławią się w promieniach polskiego słońca, szczęśliwe dają się ściąć/zebrać polskiemu producentowi, starszemu panu, który od pięćdziesięciu lat zajmuje się ich uprawą, wie wszystko o ich upodobaniach i rosną tak duże, że aż ciężko w nie uwierzyć i trzeba dotknąć, by upewnić się, że to nie ułuda.        Praca na targu to trochę zapierdol, ale też niesamowite doświadczenie życiowe. Jak mawia powiedzenie, najgorsze w pracy z ludźmi są praca i ludzie - tutaj zdecydowanie większa waga przypada na ludzi.         Żeby nie było - nie gardzę klientami, nie uważam ich z…

Zdziwko

Hubert poznał Ankę w podstawówce. Ciężko byłoby to jednak nazwać przyjaźnią, czy nawet szczególnie dobrym koleżeństwem - ot, obydwoje lubili matematykę i często zdarzało się, że na różne konkursy jeździli razem, więc siłą rzeczy trochę się poznali. Później wybrali różne gimnazja i na tym kontakt czasowo się urwał. Jednakże kilka lat później, zbiegiem okoliczności, trafili na siebie ponownie w szkole średniej.
- O kurwa, Hubercik? - głos dziewczyny przebił się nieco przez gwar rozpoczęcia roku szkolnego w liceum. 
       Zaskoczony chłopak zaczął się rozglądać, ale już po chwili Ania rzuciła mu się w ramiona, ograniczając skutecznie zakres poszukiwań. Hubert odruchowo objął ją, ale jeszcze chwilę zajęło mu dojście do tego, kto go właśnie rozpoznał. Olśnienie nadeszło, gdy w końcu wyzwolił się uścisków.
- Anka? - zdołał z siebie wydusić, ale już po chwili uśmiechnął się serdecznie - Nie spodziewałem się, że Cię tu zobaczę! - Jak mam być szczera, to nie spodziewałam się, że w ogó…

Jest super.

- Wszystko w porządku? - pytanie padło jakby znikąd, tak nagle i niespodziewanie, jakby słodki szczeniak w jednej chwili postanowił jednak odgryźć komuś nogę. - Co? - wyrwany z zamyślenia Dominik nie zorientował się od razu o co chodzi, ale już po ułamku sekundy automat przejął kontrolę - A, tak, spoko. - chłopak uśmiechnął się. Zagrał wszystko perfekcyjnie, umieszczając w spokojnym przekazie jedynie drobny posmak "zostaw mnie", którego rozmówca być może nawet nie był świadomy, ale kierowany przez własny automat odszedł, z sugestią wzruszenia ramionami, zadowolony z tego, że jego znajomy czuje się dobrze.
Moment później korytarzem nadeszła doktorantka prowadząca ćwiczenia, a studenci w tradycyjny sposób zamilknęli na setną część sekundy, by decybel ciszej kontynuować prowadzone przed momentem rozmowy podczas wchodzenia do sali. Dominik zajął swoje miejsce i wyjął laptopa, by udawać, że będzie notował wszystkie ważne informacje z zajęć. Nie był najlepiej przygotowany, bo tek…

Chyba dzień

Dziś jest jeden z tych dni, nieco surrealistycznych, zdecydowanie odklejonych od szarej codzienności. Budzę się względnie rano, ze spokojną świadomością, że wieczorem nie zasnę i przez większość dnia nic nie zjem. Bywa. Godzinami robię różne rzeczy, żeby zająć czymś ciało, gdy mózg bierze sobie ode mnie wolne i działa raczej na własną rękę. Ciężko nawet powiedzieć, żebym czuł się źle - źle czułem się wczoraj, a dziś jedynie chłodno wszystko przyjmuję, starając się wyglądem odwieść większość ludzi od prób kontaktu. Odpocząć od przyjaciół, od aktywności i od samego siebie. Dziwne bezczucie. O trzeciej czterdzieści przypominam sobie, że w sumie to mam bloga i może coś napiszę, bo jest dopiero trzecia czterdzieści, więc mam jeszcze wciąż jakieś pięć godzin na brak snu. Chwilę wcześniej posnęli współlokatorzy, więc z czystym sumieniem zaglądam do lodówki - nie ma już żadnych oczu, mogę zakończyć popisy w niejedzeniu i nawpierdalać się do jutra. Jednak przekorny los weryfikuje moje …

Pseudonim

Po co mi nauka,
Gdy jestem tylko pseudointeligentem,
W pseudo inteligentnym świecie.

Po co mi iść na przeciw,
Skoro tak wygodnie jest się unosić,
Na fali tłumu.

Po co mi czas,
Kiedy tak uporczywie go marnuję,
Wypuszczając kółka z dymu,
I z każdym oddechem,
Tracąc kawałek siebie.

Po co mi słowa,
Skoro tak beztrosko
Rzygają nimi wszyscy,
Tak że wystarczy się nachylić,
By się znów ubrudzić.

I na co mi to,
Piekło miękkiego materaca,
Skoro już dawno zapomniałem,
Jak zasnąć.

Postwakacyjne powroty

Chciałem coś napisać, uszykowałem prawie stronę, ale nagle stwierdziłem, że mi się to w ogóle nie podoba i wszystko usunąłem. Póki co wrzucam więc tego prawie pustego posta, ale postaram się napisać coś w najbliższym czasie. Mam nadzieję, że ktoś się stęsknił.
Pozdrawiam! Kemot

Lustro

Obraz